Z tą książką, jak chyba ze wszystkimi z obszaru “Motywacja i rozwój osobisty” jest tak, że aby dobrze odegrała swoją rolę, trzeba ją przeczytać w odpowiednim momencie swojego życia. Na przykład, mieć za sobą początek obiecującej kariery, napotykając w międzyczasie na wiele możliwości rozwoju, z których zdecydowana większość wydaje się być ofertami nie do odrzucenia (czyż nie?). Po czym, próbując sprostać im wszystkim naraz po prostu... opaść z sił.

Sam pod koniec zeszłego roku, po wielu miesiącach codziennej, kilkunastogodzinnej pracy poczułem się zupełnie wypalony. Kolejne dni mijały, a ja próbowałem odbębnić swoje w projektach, których realizacji podjąłem się wcześniej i jak najszybciej zamknąć pokrywę laptopa. Jedyne, na co miałem ochotę po powrocie z pracy do domu, było legnąć przed telewizorem i oglądać seriale do późnych godzin wieczornych. Miałem serdecznie dość wszelkich możliwości, okazji i szans - niech to diabli, pomyślałem. Pocałujcie mnie wszystkie w pępek!

Na moje szczęście, w odpowiednim momencie trafiłem na “Esencjalistę”. Wystarczył okres mniej-więcej tygodnia, by przetrawić treść książki i przemyśleć listę swoich priorytetów, nie tylko tych zawodowych. Gregowi McKeownowi przyświeca jeden jasny cel - sprawić, żebyśmy wszyscy byli szczęśliwsi. Jak? Za sprawą eliminacji z naszego życia wszystkiego, co pożera energię, a co tak naprawdę jest nieistotne, zmienia niewiele lub zupełnie nic. Klucz do zrozumienia całej filozofii wydaje się całkiem niepozorny: wystarczy uzmysłowić sobie, że każda rzecz, której poświęcamy nasze najcenniejsze zasoby (przede wszystkim czas) to skutek naszego, mniej lub bardziej świadomego wyboru. A gdyby tak jedna, podjęta z rozwagą decyzja mogła zdeterminować dziesiątki kolejnych? Cóż, z całego serca polecam zapoznać się z torem, jakim przebiega droga esencjalisty. Od siebie dodam tylko, że dziś zupełnie nie obawiam się, że zmęczenie dopadnie mnie ponownie, w najmniej oczekiwanym momencie. Po prostu wiem co… ekhm, czego nie robić :)

Książka także świetna jako prezent. Czyta się z przyjemnością - również ze względu na to, że autor ma dużo lepsze pióro niż ja. Wystawię tylko ocenę i zaczynam lekturę od początku: 4.5/5